Jak się mieszka przy plaży?

Jak się mieszka przy plaży?

Był już wpis o tym, z czym trzeba się liczyć podejmując decyzje o zamieszkaniu na wyspie (na podstawie doświadczeń z Rugii na Morzu Bałtyckim). Pisałam tam, że na wyspach z reguły bardzo łatwo o mieszkanie przy plaży.
Mieszkanie z widokiem na morze lub posiadanie miejscówki, z której w 2 lub 3 minuty można dostać się na plażę to marzenie wielu z nas. Czy faktycznie jest to taka frajda?
Moje doświadczenia z trzech mieszkań znajdujących się zawsze o dwa kroki od plaży mówią mi jasno: oczywiście że to niesamowita frajda!

Po pierwsze, mieszkając nad morzem, w nocy słyszymy szum fal. Mieszkańcy są jakby zmuszeni współgrać z tym, jak zachowuje się morze. Gdy mocno wieje, gdy zbiera się na sztorm, mieszkańcy natychmiast to odczuwają: robi się nieco niepokojąco. Naturalnie więc osoby mieszkające blisko plaży z czasem uczą się czytać morze. W rezultacie, na podstawie tego, jak zachowuje się morze mogą powiedzieć, jaka jutro będzie pogoda, jaka jest obecnie pora roku, czy zbiera się na przypływ, jak wygląda księżyc i wiele innych. Przyznacie: dla lądowców jest to zupełnie nieczytelne.

Po drugie, mieszkając nad morzem, musisz liczyć się z tym, że w domu zawsze będzie trochę piasku na podłogach i pod prysznicem. Nie da się tego uniknąć stawiając wycieraczkę do butów przed drzwiami, czy dbając o dobre nawyki (zdejmujemy buty przed wejściem do domu itp.). Wiele zależy oczywiście od zachowań mieszkańców, ale mieszkanie z dziećmi, które uwielbiają bawić się na plaży, czy mieszkanie z osobnikiem,  który po prostu lubi codziennie rano skoczyć boso na plażę oznacza, że dla świętego spokoju trzeba się z tym piaskiem po prostu pogodnie oswoić.

Wiele osób mieszkających nad morzem narzeka na wilgoć. Oczywiście, nie wszyscy. Hotel oddalony od plaży o kilometr, wystawiony z drugiej strony na ląd, upstrzony nowoczesnością, raczej nie pozwoli nam odczuć tego problemu. W tradycyjnych domach wyspiarskich jednak, gdzie woda morska jest z każdej strony świata, problem jak najbardziej istnieje. Oczywiście, nie wszędzie doprowadza się do zagrzybienia. Trzeba jednak szczególnie uważać na to, aby zawsze wietrzyć pomieszczenia podczas gotowania, kąpieli itp. Suszenie prania w mieszkaniu należy do szczególnie trudnych: może to trwać nawet 3 dni. Nawet pranie wystawione na balkon, poza szczególnie słonecznymi dniami, schnie cały dzień.

Oczywiście, taka wilgoć w powietrzu jest bardzo korzystna dla osób mających problemy ze zdrowiem. Mój przywleczony z Warszawy kaszel, który męczył przez długie miesiące codziennie, nagle przeszedł, w ciągu tygodnia od przyjazdu na Rugię. I ślad po nim zaginął na bardzo długo. Być może zagrały również inne czynniki. Trudno jednak zaprzeczyć doniesieniom lekarzy i naukowców: morskie powietrze jest wyjątkowo zdrowe.

Niektórzy twierdzą, że plaża szybko się nudzi. Z moich doświadczeń wynika, że mówią tak osoby, które przez całe zawsze mieszkały na lądzie i w biegu swojego życia nagle przeprowadziły się właśnie nad morze. Często słyszy się od takich osobników, że po dwóch tygodniach lub po miesiącu od przeprowadzki przestały doceniać plażę, a nawet przestały na nią chodzić, bo nie wiedziały co miałyby tam w zasadzie robić.

Takie opinie spotykają się z niemałym zdziwieniem rodowitych mieszkańców wyspy, którzy nad morzem praktycznie się wychowali. Ci twierdzą, że nie wyobrażają sobie spędzenia ani jednego tygodnia bez kontaktu z morzem/bez wyjścia na plażę. Wyprowadzają tam psy, biegają wzdłuż linii brzegu, wychodzą na spacer lub przychodzą spotkać się własnie tam ze znajomymi. Niektórzy twierdzą, że nie potrafią wyciszyć się inaczej niż patrząc w dal na linię morze/chmury. Inni traktują plażę jak miejscowy bazarek: zawsze można tam spotkać ludzi z miasteczka.u wszystkich jednak można odczuć, że morze jest im potrzebne.

Być może źródło znudzenia u przyjezdnych wynika z tego, że traktujemy morze turystycznie (a ileż można być na wakacjach?). Nie traktujemy kontaktu z wodą jako nieodłączny element życia. Nie mamy na tę plażę pomysłu.
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że żyć bez morza mogę jak najbardziej. Żaden ze mnie entuzjasta opalania, na słońcu raczej się męczę. Były więc okresy, kiedy zapominałam, że z domu mam dwa kroki do brzegu. Wciągnięci codzienne sprawy, niekoniecznie macie głowę do codziennego celebrowania piękna przyrody. Jednak były też takie okresy czasu, gdy każdego dnia wylegiwałam się popołudniami na plaży, czytając książkę, czy ucząc się języków lub siedząc w internecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *