W Afryce żyje mnóstwo żyjątek, o których my w bezpiecznej umiarkowanej Europie nie mamy nawet pojęcia. A co za tym idzie – gdy wyjeżdżamy na wycieczkę do Afryki, nie potrafimy rozpoznawać niebezpieczeństwa ani się przed nim chronić… Jednym z przykładów jest kwestia kąpania się w rzece. Podróżnicy śledzący takie osoby jak Cejrowski czy Beata Pawlikowska zaczytują się niejednokrotnie w książkach tych postaci i czerpią informacje o tym, jak to można bezkarnie kąpać się w afrykańskiej rzece. Otóż nie do końca tak jest. Wystarczy krótka lektura przewodników medycznych po tym, co może nam zagrażać w afrykańskich rzekach (a tym bardziej w wodach stojących, czyli stawach i jeziorach), aby przez cały pobyt w Afryce powstrzymywać się od jakiegokolwiek wchodzenia do wody na świeżym powietrzu.
Małe robaczki bytujące w rzekach i jeziorach afrykańskich
Po pierwsze, w afrykańskich rzekach grasują małe robaczki, które przedostają się do ludzkiego krwiobiegu i zakładają jaja w żyłach człowieka. Następnie dewastują układ krwionośny, doprowadzając w pierwszej kolejności do niepłodności. Robaczki te zwą się Shisto. Każdy, kto przebywał na urlopie w Afryce, powinien po powrocie przebadać się na obecności właśnie chorób wywoływanych przez owe robaczki. Choroba przez długi czas przebiega zupełnie bezobjawowo. Następnie zaczyna być bardzo bolesna: jest to już najczęściej stan w którym doszło do nieodwracalnych zmian. Dawniej, aby pozbyć się tej choroby, używano arszeniku. Dawki, którymi raczono chorych, aby skutecznie wyplenić chorobę powodowały niekiedy śmierć samego zainteresowanego. Dziś na szczęście jednak mamy już odpowiednie medykamenty na tego typu problemy. Problemem jednak jest brak świadomości. Wycieczki do Afryki można kupić w każdym biurze podróży. Niewielu jednak z nas wie, że każdy taki wyjazd na Czarny Ląd to wzięcie na siebie odpowiedzialności za swoje zdrowie.
Leki na pasożyty z wody
Czy istnieją leki zapobiegające rozwinięciu się choroby po wniknięciu tychże robaczków do ciała? Niestety nie. Jednak lekarze twierdzą, że najczęściej wystarczy po prostu zachowanie zdrowego rozsądku i niewchodzenie do wolnopłynących rzek, jak i regularne prasowanie w wysokich temperaturach naszej bielizny. Bieliznę powinno się dokładnie prać i prasować w wysokich temperaturach również ze względu na inne robaczki – które tym razem lubią chować się w suszącym się, wilgotnym praniu. Tumba Larwa, bo tak nazywany jest ten gatunek, potrafi żyć na bieliźnie, a następnie przedostać się bezpośrednio na ludzką skórę i wgryźć się do powłok ciała, pod naskórek. Na szczęście, zatrzymują się i osiadają dość płytko w skórze, przez co są dobrze widoczne i łatwe w zwalczeniu. Wystarczy posmarować powierzchnię skóry zwykłą wazeliną. Dzięki temu robaczki duszą się, a następnie można je już łatwo wycisnąć. Niestety, wielu Afrykańczyków o tym po prostu nie wie, przez co choroba zaognia się i doprowadza do najróżniejszych powikłań. Robaczki tego typu rozrastają się, do wielkości ziarenka ryżu i pozostają w skórze, powodując okropne dolegliwości bólowe.
Dlaczego w Afryce tak wiele osób choruje?
Statystyki mówią, że na schorzenia związane z wniknięciem do ciała pierwszego rodzaju opisywanych robaczków, cierpi obecnie około 220 milionów ludzi. To ogromna ilość. Osoba, która ma takie robaczki w ciele, wydala je w kale. Kał, wraz ze ściekami, przedostaje się do rzek i do zbiorników, z których następnie czerpana jest woda pitna w afrykańskich wioskach. Jest to problem braku edukacji, złych nawyków higienicznych, braku dostępu do czystej wody pitnej.
Ubezpieczenie turystyczne od chorób tropikalnych przed wyjazdem do Afryki
W zależności od tego, w które rejony Afryki wybieramy się, powinniśmy obowiązkowo według mnie wykupić ubezpieczenie. O ile potrafiłabym wybrać się autostopem na południe Hiszpanii bez specjalistycznego ubezpieczenia, o tyle już podróż w rejony tropikalne bez profilowanego ubezpieczenia turystycznego nie ma szans. Ubezpieczenie od chorób tropikalnych obwarowane jest oczywiście wieloma warunkami do spełnienia. Ubezpieczyciel wymaga, abyśmy przed wyjazdem zaszczepili się na wszystko, co zminimalizuje nasze przyszłe zapadnięcie na lokalne choroby. Na wiele chorób, w tym na wspomniane wyżej pasożyty, leków ochronnych nie ma. Ubezpieczenia turystyczne uwzględniające ochronę przed chorobami tropikalnymi uwzględniają nie tylko pokrycie kosztów leczenia jeszcze na miejscu, czyli w afrykańskim szpitalu. Dobrze skonstruowane ubezpieczenie powinno obejmować nas ochroną również po powrocie do kraju. Nie wszystkie leki na tropikalne choroby są refundowane, dlatego posiadanie takiego ubezpieczenia wydaje się tym bardziej zasadne. Dodatkowo, należy wybrać taki produkt, który umożliwi nam w razie czego wyjazd do najlepszych i zwykle trudno osiągalnych specjalistów od chorób tropikalnych. W Polsce jest ich jak na lekarstwo. Zdecydowanie więcej znajdziemy we Francji lub w Wielkiej Brytanii lub w Stanach. Gdy coś nam się stanie i konieczne będzie zasięganie leczenia u takich osób, ubezpieczenie turystyczne pokryje nam koszty podróży.