ataki na world trade center

Między uderzeniem samolotu a zawaleniem się budynków minęło dokładnie 57 minut w przypadku wieży południowej i 102 minuty w przypadku północnej części WTC. W tym czasie zdecydowana większość osób znajdujących się poniżej linii uderzenia samolotów zdążyła bezpiecznie wydostać się z budynku. Nie uratowało się jednak 1500 osób, które przeżyły moment uderzenia. Wszystkie te osoby zmarły później, bo nie wydostały się z wież w odpowiednim czasie.  To dramatycznie wysoka liczba. Byli to kontrahenci, pracownicy firm znajdujących się w wieżach, goście restauracji znajdującej się na najwyższym pietrze jednej z wież, kurierzy i obsługa wieży oraz strażacy i policjanci. Nie mogły przedrzeć się przez gruzy, którymi zawalone były klatki schodowe, nie mogły wejść do windy, bo te były w zasadzie zionącymi ogniem pułapkami. Nie ściągnięto ich też z dachu, do którego starali się ostatecznie dostać.

Akcja ratunkowa podczas zamachów na WTC 11 września 2001

W trakcie długich dyskusji nad sposobem przeprowadzenia akcji ratunkowej okazało się, że wiele z tych 1500 osób mogło zostać uratowanych, gdyby akcja ratunkowa została przeprowadzona bardziej sprawnie. Na przykład, w jednej z wież aż do końca, mimo uderzenia samolotu,istniała jedna niezawalona przez gruz klatka schodowa, przez którą WSZYSCY znajdujący się powyżej mogli zejść na niższe piętra. Ale nikt o niej nie wiedział. Żadne służby nie poinformowały o niej ludzi desperacko dzwoniących z najwyższych pięter biurowca z prośbą o pomoc, bo po prostu nie było odpowiedniego obiegu informacji.
Żaden helikopter nie wylądował na dachach wież WTC, aby ewakuować uwięzionych na wyższych piętrach.

Niektórzy z nas, śledzący 11 września relacje na żywo zastanawiali się być może, dlaczego ani jeden helikopter nie wylądował na dachach wież, aby zabrać uwięzionych pracowników firm zlokalizowanych w WTC. W rzeczywistości helikoptery krążyły nieustannie wokół wież. Jednak helikoptery nie dostawały pozwolenia na lądowanie, mimo że ich załoga zlokalizowała w miarę bezpieczne miejsce do lądowania na jednej z wież. Wszystko przez ustalone dawno temu zasady, że bezpieczeństwo ratowników należy stawiać na pierwszym miejscu. Lądowanie na dachu i możliwość zaczepienia śmigłami o jeden z masztów było poważnym zagrożeniem dla życia i ratowników i szukających pomocy. Dodatkowo, ratownicy ocenili, że doszłoby do zamieszek – siły przerobowe helikopterów były zbyt małe, aby sprostać zadaniu sprawnego ściągnięcia tak dużej grupy osób. Zresztą, jedna z wież miała zamknięte drzwi na dach. Ludzie podążający w górę w nadziei na wyjście na dach, tłoczyli się pod zamkniętą klapąw dymie i z perspektywą zbliżającego się ognia. Wszystko zgodnie z obowiązującą zasadą, że w razie zagrożenia, wszyscy w takiej sytuacji, zamiast iść na górę, mamy kierować się w dół i dążyć do opuszczenia budynków. Możliwości uratowania się przez ucieczkę na dach nie przewiduje się na szkoleniach BHP.


Strażacy mieli zbyt słabe krótkofalówki

Ciekawostką jest również fakt, że strażacy wchodzący najwyżej jak się dało, aby przeszukiwać budynek w poszukiwaniu osób, które potrzebowały pomocy w zejściu, nie miały łączności z centrum dowodzenia na parterze. Bo sprzęt był zbyt słabo zaawansowany. Ich krótkofalówki nie pozwalały na przekazywanie sobie nawzajem informacji o tym, czy potrzebne jest wsparcie na poszczególnych piętrach. Nie wiedzieli więc, gdzie są możliwe drogi ucieczki oraz w jakim stanie technicznym są wyższe piętra. Dodatkowo, różne służby obecne na miejscu konkurowały ze sobą i raczej nie darzyły się wzajemnie zaufaniem. To utrudniało sprawną komunikację.
Uratowało się 12 tys osób. Mimo to, uratowało się 12 tyś osób. Prawie wszyscy znajdujący się poniżej strefy uderzenia samolotów. Ich relacje na temat przebiegu akcji ratowniczej w WTC są niesamowicie ciekawe.Po pierwsze, obyło się bez paniki. Po drugie, ludzie bardzo pomagali sobie nawzajem. Po trzecie, nie brakowało samozwańczych koordynatorów. Po czwarte, według ich relacji, wiele osób zginęło, bo nie zdawało sobie sprawy z powagi zagrożenia. Do ostatnich chwil próbowano np. zabezpieczać dokumenty firmowe, spokojnie wyłączano komputery, doprowadzano do końca rozmowy telefoniczne. Jedni zjeżdżali na dół, po czym zawracali na górę, aby jeszcze popracować przekonawszy się, że “chyba nie jest tak źle”. W jednym z biur natychmiast po dostrzeżeniu, że za oknami rozgrywa się scena jak z filmu science fiction: samolot pasażerski uderza w taflę szkła sąsiedniej wieży, pracownicy na chwile podchodzą do okna, dzwonią do służb ratunkowych, po czym wracają do biurek – bo odejście od telefonu oznaczało realne straty, a możliwość, że mogłoby im coś zagrażać, była raczej trudna do uświadomienia sobie.
Nie brakowało oczywiście osób, które mimo że całe biuro nic sobie nie robiło z uderzenia samolotu w sąsiednią wieżę jako jedyne rzucały wszystko co miały w rękach i wybiegały do wind. W przypadku jednej z japońskich firm, dzięki takiej odosobnionej reakcji uratowała się tylko ta jedna osoba z całej załogi. Była to akurat firma, która znalazła się powyżej uderzenia drugiego z samolotów atakujących World Trade Center.


Kilka chwil przed uderzeniem samolotów w WTC


Samoloty uderzyły w wieże w momencie, gdy pracownicy robili rozbieg przed codziennym dniem pracy. Jedni zjechali na dół po drożdżówkę i kawę, inni (najczęściej sekretarki) przychodzili dopiero otworzyć biuro jako pierwsi, zmieniając wygodne buty do biegania na eleganckie szpilki. Niektorzy właśnie kończyli porannego papierosa na dole i wjezdzali windą na samą górę. Wspomnienia bliskich osob, ktore zginely tego dnia w World Trade Center opowiadają o rozmowach, jakie z nimi wtedy prowadzili – o tym, że trzeba zrobić jeszcze jeden test ciążowy, o planowanej wycieczce z mamą w weekend, o szczegółach dotyczących planowanego ślubu. Analityczna finansowa z firmy Marsch&McLennan zajmujacej biura na 98 pietrze dowiedziala sie rano, że jest w ciazy i w momencie uderzenia samolotu w wieżę rozmawiała o tym ze swoim narzeczonym. Polaczenie zostalo wtedy zerwane. Mezczyza zdazyl uslyszec jedynie słowa: “O boże”. Reszty domyślił sie, gdy wlaczyl TV. 

Na 90 pietrze właśnie trwało pełne napięcia spotkanie maklerów oddziału banku Credit Agricole w sprawie wysokości prowizji – ok. 40 osób, głównie mężczyźni. 4 górne piętra (101-105) wieży południowej zajmowała natomiast firma Cantor Fitzgerald. Pracowało tam 659 osób. Jej dyrektor na  kilka minut przed katastrofą mial zjechac na sam dół po kontrahentów, ktorzy tego dnia przyjechali z opóźnieniem i jeden z nich zapomnial identyfikatora ze zdjęciem. Ze wzgledu na to, że asystentka była w zaawansowanej ciazy, mezczyzna postanowił wybrac sie po nich osobiscie, aby umożliwic zapominalskimu przejscie przez punkt kontroli na dole. Chwilę przed wyjściem jednak zadzwoniła jego zona. Chciała zrezygnować z dostawy gazet do domu, bo dostawca zostawiał je zbyt blisko jezdni – kobieta obawiała sie, że dzieci wybierające po gazety mogą wpaść pod samochód. Rozmowa przedłużała się, a mężczyzna był coraz bardziej zniecierpliwiony. Nalegał, aby rozmowa odbyła się później, żona jednak wychodziła na cały dzień i chciała zamknąć temat teraz (na szczęście, mężczyzna ten zdążył zjechać na dół w ostatniej chwili – witając kontrahentów doznał wstrząsu, który zakołysał wieżą. Chwilę później na jego oczach jedna z wind spadła  z hukiem na parter i wybuchła wielką kulą ognia).

Niektórzy tego dnia szczęśliwie do budynku nie przyszli. Na przykład artyści, którym zarząd budynku udostępnił pomieszczenia na pracownie na 91 piętrze. Artyści przebywali w pomieszczeniach o nieregularnych porach – tego dnia akurat ich nie było. Z drugiej strony, nie brakuje osób, które, mimo że zazwyczaj nie przebywają na wyższych piętrach, w momencie uderzenia akurat tam przypadkiem się znaleźli. Elektryk, pracownik jednej z firm odwiedzający znajomych na wyższym pietrze.

Jak wyglądało uderzenie samolotu w wieżę World Trade Center od środka?


Wiele osób myślało,że wybuchła bomba. Wstrząs był tak silny, że drzwi się same otwierały, mimo że były np. zasunięte na mocną zasuwę. Ludzie spadali z krzeseł. W wielu biurach padały sufity. Wieża południowa w momencie uderzenia wychyliła się na kilka metrów w kierunku przeciwnym do tej, po której samolot wbił się w jej strukturę.Było to wyraźnie odczuwalne przez wszystkich przebywających w środku. Bardzo powoli wracała na swoje miejsce.
Co ciekawe, wiele osób w momencie wybuchu od razu miało tezę na temat tego, co się stało. Jedni pomyśleli, że wybuchał maszynownia napędzana olejem. Inni natychmiast przypomnieli sobie gońca, który przywiózł wielki wózek z dokumentami.

Nikt nie wierzył w to, że wieże WTC mogą się zawalić

W  1993 roku miał miejsce zamach bombowy w budynkach WTC. Terroryści wjechali wówczas ciężarówką do podziemi jednego z budynków i zdetonowali 550 kg bomby. Mimo wybuchu, fundamenty WTC, czyli najmocniejsza część wieżowców, pozostały w dobrej kondycji. W porównaniu do silnych podmuchów wiatru, które napierają na górne kondygnacje budynku, bomba jest błahostką. To jeden z wielu powodów, dla których mało kto zakładał, że budynki mogłyby się zawalić. Nie doceniono jednak konsekwencji spalania się paliwa lotniczego wyciekającego z baku samolotów. Chwilę przed katastrofą było już jasne, że górne piętra dosłownie topią się i uginają. Mimo że była to stal.

Mimo że wieże mogły wydawać się łatwym celem zamachu – rzucające się w oczy, wysokie i wyeksponowane, to jednak ich wielkość grała na ich bezpieczeństwo. Siła ciążenia sprzyjała stabilności. Bomby o wadze takiej jak ta z 1993 roku nie można wwieźć windami na górę pozostając niezauważonym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *