spitsbergen wycieczka

Spitsbergen, czyli ziemia dla kowboyów. O czym trzeba wiedzieć, zanim wybierzesz się na Spitsbergen?

Czy na Spitsbergenie naprawdę jest całkiem ciemno przez kilka miesięcy?

Tak, na Spitsbergenie naprawdę przez kilka miesięcy nie ma słońca. Ciemność jest znaczna – taka jak u nas w nocy, ale mimo wszystko na niebie jest księżyc, a dzięki śniegowi, który odbija światło, nie jest w 100% ciemno. A jednak, gdy ciemność trwa już długo (na końcu grudnia),  mieszkańcy niekiedy mają obawy przed wychodzeniem poza swoje domostwo na odległość większą niż kilkanaście metrów. Na niebie gwiazdy za to świecą intensywnie. Można to porównać do niektórych filmów dokumentalnych poświęconych katastrofie Titanica. Twórcy tych obrazów niekiedy pokazują, jak wyglądało wtedy niebo nad oceanem niezmąconym żadnymi światłami z dużych ośrodków miejskich.

W początkowych miesiącach pobytu zimą na Spitsbergenie może być oczywiście ciekawie. Wielu z nas chciałoby się przekonać, jak to jest, gdy przez wiele dni na zewnątrz jest ciemno. Większość mieszkańców Spitsbergenu twierdzi jednak, że taka sytuacja wyzwala lęki, a osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne nie będą tutaj się dobrze czuły. Trzeba być zrównoważonym i nie być neurotycznym, aby dobrze czuć się na Spitsbergenie w czasie zimy lub wytrzymać tu dłużej niż np. 2 sezony.

Problem pojawia się najczęściej po przełomie roku – po Świętach. Ciemność trwa od końca października i będzie trwała jeszcze miesiąc po świętach. Dla niektórych to trochę za dużo. Niektórzy twierdzą, że przejście przez pierwszą dobę polarną jest sprawdzianem odporności psychicznej. Mieszkańcy Spitsbergenu nie do końca się  z tym zgadzają. W rzeczywistości: pierwsza noc polarna to wybawienie od świecącego tutaj bez przerwy przez kilka poprzednich miesięcy słońca! Rok na Spitsbergenie dzieli się na 2 części: ciemną i jasną. Problem zaczyna się, gdy w najlepsze trwają już zaburzenia snu, gdy organizm nie ma energii, a mieszkańca ogarnia senność i apatia.

Spitsbergen: jak poradzić sobie z brakiem światła słonecznego?

Mieszkańcy naświetlają się lampami, przywiezionymi z lądu. Inni uporczywie chodzą na pilates, stretching i inne zajęcia grupowe, organizowane w miasteczkach na wyspie. Dodatkowo, warto łykać witaminę D w tabletkach. Koniecznie też trzeba odżywiać się w miarę zdrowo i spać tak, jak spaliśmy poza Spitsbergenem: przywieźć ze sobą zegarek elektroniczny dwudziestoczterogodzinny i nastawiać go tak, aby wstawać w godzinach porannych. Ważne jest też, aby nie zamykać się w domu i wychodzić do ludzi. W domu trzeba rozświetlać wnętrze świeczkami i lampkami. Mimo że organizm poczytuje takie światło jako sztuczne, to jednak jest ono mimo wszystko istotne dla lepszego samopoczucia.

Jak wygląda sytuacja z jedzeniem na Spitsbergenie?

Wszystko, poza mięsem, jest importowane. Jedzenie – szczególnie owoce – są bardzo drogie (20 zł za główkę brokułu). Jeśli zamierzamy wybrać się na Spitsbergen na kilka miesięcy i jesteśmy wegetarianami, będziemy mieli niezwykle ciężko. Wszyscy w tym rejonie jedzą mięso. Szczególnie mięso renifera jest uznawane tutaj za przysmak. Polowania na renifery odbywają się rodzinnie, a tradycją jest wprowadzanie przedszkolaków w wyprawy, w trakcie których strzela się do zwierząt. Jeśli jesteśmy zagorzałymi i bezwzględnymi przeciwnikami zabijania zwierząt, prawdopodobnie będziemy mieli trudny orzech do zgryzienia w codziennym kontakcie z osobami, które na Spitsbergenie zryją od lat. Mieszkańcy tej części Europy po prostu przyjmują, że mięso jeść muszą, a my musimy przygotować się do tego, że trzeba będzie ich uszanować, a nawet zrozumieć.

Imigranci na Spitsbergenie: skąd pochodzi największa mniejszość etniczna?

Na Spitsbergenie najwięcej jest…Tajów. Jeśli chodzi o Polaków, okresowo odnotowuje się po kilkoro: zwykle w sezonie zimowym. Mniejszością etniczną nie są Norwegowie (Spitsbergen przynależy do Norwegii), ale przez miejscowych, czyli osób pochodzących stad – z Arktyki- oczywiście Norwegowie traktowani są jako nietutejsi.

Na Spitsbergenie nie ma bakterii

Kwestia korzystania z WC na Spitsbergenie jest specyficzna. Na terenach tak bardzo wysuniętych na północ nie ma kompostowania, nie żyją bakterie. Dlatego rozkład szczątków i odchodów nie jest przeprowadzany normalnie. Nie ma nawet czegoś takiego jak wykopanie dołu na dwa metry, bo jest tam przecież lód. Dlatego odchody w formie stałej trzeba spakować do torebki.

Ze względu na to, że nie ma bakterii, specyficznie zachodzi proces fermentacji. Osoby, które chciałyby zrobić chleb z zakwasu powstałego właśnie na tym terenie musza przygotować się, że jedyne bakterie, które wezmą w tym udział to oczywiście bakterie pochodzące z odchodów ludzkich -przywędrują same. Smak chleba w danym rejonie świata zależy właśnie od flory bakteryjnej panującej na danym terenie. Dlatego chleb robiony w Ameryce Południowej czy w Stanach nigdy nie smakuje tak samo jak w domu i to nie jest zasługa tego, że w Polsce są wyjątkowe ziarna czy przetwórnie. Po prostu – Europejczyk od dziecka przyzwyczajony do lokalnej flory bakteryjnej na początku nie polubi smaku chleba robionego na zakwasie w innym rejonie świata. Chleba ze Spitsbergenu nie polecamy.

Socjal na Spitsbergenie

Spitsbergen przynależy do Norwegii. Ceny tutaj są nieco inne niż w Norwegii: jedzenie generalnie jest droższe, ale tańsze są alkohole i papierosy. Podobnie jak w Norwegii, na Spitsbergenie jest rozwinięty system społeczny, jednak w rzeczywistości nie ma tutaj ani jednej niepajacującej osoby, która pozostawałaby na zasiłku. Kto nie pracuje, ten musi wyjechać z wyspy. Nie oznacza to jednak, że każdy znajdzie tutaj pracę. Zdecydowanie najprościej jest osobom, które znają norweski. Czy jeśli znamy tylko angielski, to czy poradzimy sobie na Spitsbergenie? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale z pewnością należy liczyć się z tym, że nie znajdziemy pracy w kilka dni, tak jak w innych częściach świata, gdzie nieznajomość lokalnego języka nie jest problemem.

Na Spitsbergenie nie ma też bezdomnych, bo w zasadzie nie mieliby gdzie przenocować. Nie ma ławek w parkach ani nie ma noclegowni czy przytułku dla biednych lub nieposiadających domu.

Spitsbergen: ceny

Ceny na Spitsbergenie są jeszcze wyższe niż w Norwegii. Poza tym, że ceny owoców są astronomicznie wysokie, to należy się spodziewać również, że w knajpach za dobry obiad zapłacimy po 1000 zł za osobę. Należy więc dobrze rozeznać się przed wyjazdem na Spitsbergen: co nas tam spotka i co z nami będzie, gdy zabraknie pieniędzy. Przekimanie na dworcu i szyki powrót do domu nie wchodzi w grę. Bo dworca nie ma, a lotniska nie działają bez przerwy. Poratować można się oczywiście pracą na miejscu: okoliczni mieszkańcy nie siedzą w domu. Stać ich na obiad za 600 zł, bo na Spitsbergenie zarabia się proporcjonalnie dużo.

Hotele na Spitsbergen mają wysokie ceny: najtańszy pokój dla dwóch osób znaleźliśmy w cenie ok 450 zł za noc. Jednak tak tanich miejsc nie ma zbyt wiele, miejsca są szybko rezerwowane. Standardowo za pokój hotelowy zapłacimy od 800 zł za lokum jednoosobowe i  1200 zł dla pokój dla dwóch osób. Istnieje wprawdzie jeden hostel: tutaj za łóżko zapłacimy niecałe 200 zł za jedną osobę, jednak przed przyjazdem trzeba koniecznie mieć rezerwację.

Wycieczki ze Spitsbergenu na Biegun Północny

W Spitsbergenie można rozpocząć wycieczkę na Biegun. Rocznie odwiedza go około 200 osób. Można wykupić wycieczkę z opcją dotarcia do bieguna pieszo po 200 km trasy lub dotrzeć na miejsce niemal helikopterem, który wysadzi nas około 45 minut drogi od umownego punktu zero. A następnie odbierze z powrotem do ciepłego Spitsbergenu.

Ile kosztuje wycieczka na Biegun Północny?

Wiele zależy od tego, do jakiego stopnia zaangażujemy helikopter. Koszt jednak nigdy nie jest niższy niż ok 5 tyś euro. Górna granica ceny, jaką można zapłacić za wycieczkę na Biegun Północny to kilkanaście tysięcy euro.

Jak wygląda wycieczka na Biegun Północny?

Na Biegun można dotrzeć na nartach. Większość ekstremalnych podróżników dociera tam jednak na nogach. Wycieczki na Biegun cieszą się szczególną popularnością wśród bogaczy – zwłaszcza Rosjan. Przylatują helikopterem do bazy, stamtąd lecą jeszcze trochę aż do samego punktu, w którym znajdują się tabliczki z informacjami, jak daleko jest stad do innych części świata. Na miejscu jedzą kiełbaski, ktoś otwiera butelkę szampana, niektórzy decydują się na odpalenie fajerwerków…

Osoby, które był na biegunie najczęściej pamiętają z tego oczywiście, że było zimno, ale też to, że słońce znajdowało się tam nienaturalnie nisko nad horyzontem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *